Pangea to hodowla bardzo rodzinna. Oznacza to, że nad rozwojem naszych psów czuwają wszyscy domownicy. Jak wiadomo, w każdej rodzinie nadchodzi taki moment, że rozważa się kupno psa. Naszym pierwszym psem był DRUT - szalony i nieposkromiony jamnik. Bardzo szybko zyskał naszą miłość, mimo że nie był najpokorniejszy. Bogatsi o kilka "jamnikowych" doświadczeń, zdecydowaliśmy się na kolejnego członka rodziny.

Po długich poszukiwaniach, znaleźliśmy rasę, która odpowiadała naszym oczekiwaniom. Spokojny, ale stanowczy. Uwielbiający zabawę, ale potrafiący bronić. Łączący szlachetność z czułością - Dog Niemiecki. Właśnie w ten sposób w naszym domu pojawiła się SONIA. Pierwsze wystawy, pierwsze nagrody. Wszyscy byli zachwyceni. Zdobywając coraz większe doświadczenie na temat rasy rozkochaliśmy się w niej. Pomysł założenia hodowli długo chodził nam po głowie. W końcu zapadła decyzja.

Po długich poszukiwaniach odpowiedniego partnera dla naszej Soni, pojechaliśmy do Niemiec. Nastąpiło długie i niecierpliwe oczekiwanie. Aż pewnego ciepłego, czerwcowego ranka urodziły się nasze marzenia. Pierwszy urodził się pręgowany pies. Od pierwszej chwili wiadomo było, że będzie naszym ulubieńcem. Tak też się stało.

14 lat minęło, ciąg dalszy nastąpił, najwyższa pora dopisać cos w tej "historii".

Długo się zbierałam i nadal nie wiem czy dam radę, bo najtrudniej jest pisać o sobie i po czasie spojrzeć za siebie. Poprzednie opowiadanie kończy się w czerwcowy poranek 1998 roku...

Tym pręgowanym psem, który się wtedy urodził był mój ukochany Tygrys - D'ARTAGNAN Pangea. Wspaniały, dumny, piękny i "cały mój". Pojechał ze mną na studia, spędził ze mną 7 lat w Warszawie, chodził na zajęcia - najgorliwiej uczestniczył w zajęciach z anatomii, uwielbiał krowy (z wzajemnością, bo one zdaje się widziały w nim swoje cielaki ;)) kochał podróże. W aucie spędzaliśmy mnóstwo czasu.

Niestety w 2000 roku odeszły psy wcześniej opisywane. Najpierw choroba serca odebrała nam Jamnika. W młodości przechorował parwowiroze, mimo szczepień, które wtedy nie były tak skuteczne jak te obecne, wtedy wydawało nam się, że choroba nie zostawiła trwałych zmian, niestety bardzo się myliliśmy. W grudniowy wieczór 1999 roku pojawiły się pierwsze objawy. Straszne było patrzenie jak ten dumny i samodzielny pies walczy i się poddaje. Pomagaliśmy mu jak się dało lecz niestety nasza walka z góry była skazana na niepowodzenie.

I tak w kwietniu 2000 ten "psi profesor", nauczyciel i wychowawca moich dogów udał się w podróż za Tęczowy Most. Myślę, że "w krainie wiecznych łowów" wykopał już wszystkie ławki... To on wpłynął na kierunek studiów jaki wybrałam i on nauczył mnie szacunku do wszystkich psów. W domu została dożyca Sonia, niestety tak jak to bywa z ludźmi, którzy spędzili ze sobą całe życie tak i psy odchodzą parami. Dwa miesiące po Jamniku choroba nowotworowa odebrała nam i Sonię. Wtedy widząc moją rozpacz pewna wspaniała osoba wybrała dla mnie "pocieszycielkę" - żółtą dożycę, przyszłą żonę dla Tygrysa. I tak w domu pojawiła się Nessi - NAPOLEONKA z Kuźni Napoleońskiej.

Zupełne przeciwieństwo Soni. Wielka jak jej imienniczka ze szkockiego jeziora dożyca o porywczym usposobieniu, robiąca miny jak smoczyca ze Shreka i... równie wielkie jak ona zamieszanie. Słodka Kocia Słocia w domu, zamieniała się w Nessi gdy ktoś wszedł jej w drogę. Równocześnie z Nesią w domu zawitała nowa rasa - Petit Basset Griffon Vendeen. Po odejściu jamnika zaklinaliśmy się, że nigdy więcej, bo żaden pies nie będzie już TAKI.

Jednak brakowało nam "czegoś długiego" w domu. Długo szukaliśmy rasy dla nas. Wyznacznikiem była nie tylko uroda ale i zdrowie. Szukaliśmy takich psów, o których nie będzie informacji o żadnej chorobie typowej dla nich, psów długowiecznych.

I tak jesienią 2000 roku pojawiła się importowana z Węgier Jessika. Została przywieziona specjalnie dla mnie na wystawę do Poznania. A jej wybieranie i zakup ;)) to cała epopeja, bo jak mało kto pamięta w 2000 roku nie było jeszcze powszechnie dostępnego internetu, stron hodowli na których można by szukać informacji. Mało kto miał telefon komórkowy, a komunikacja opierała się na... listach tych klasycznych, papierowych. List na Węgry szedł 3 tygodnie :)) Nie wiem jakim cudem hodowczyni Jessiki wykazała się taką cierpliwością ;))

Jessika była kupowana tylko "do kochania", stało się jednak inaczej i została nestorką całego rodu. W tej chwili w wielu krajach Europy żyją jej dzieci, wnuki, prawnuki... Mimo dość przeciętnej urody okazała się być wybitną suką hodowlaną dając wyjątkowe dzieci. Przekazując swoim potomkom bardzo charakterystyczny typ i co najważniejsze sympatyczne usposobienie. Jej dzieci zdobyły tyle tytułów, że nikt nie jest wstanie ich spamiętać. Spowodowały, że mój przydomek jest znany i rozpoznawany o ironio większości kojarzy się go właśnie z Petitami, a nie dogami. Jessika jest już na hodowlanej emeryturze, a w hodowli znajduje się jej córka - Tosia i wnuczka - Rozalka.

A dogi... Dogi wielkie, majestatyczne, krótko żyjące olbrzymy. Moja fascynacja tą rasą i tymi psami, mimo upływu lat jest coraz większa. Nesia i Tygrys żyli razem i tak jak poprzednie moje psy - odeszli razem. Gdy w maju 2007 roku odszedł Tygrys, 2 mies. później będąc w pełni sił i wspaniałej kondycji, nagle odeszła Nesia. Śpią razem pod pięknym rododendronem.

A właśnie, bo "w między czasie" skończyłam studia i wróciłam z Warszawy juz nie do Krakowa, a do wymarzonego domku z ogrodem w podkrakowskiej wsi. Teraz możemy chodzić na spacery i podziwiać wspaniałe widoki oraz przyrode Dolinek Podkrakowskich. Do domu czasem wpadnie ruchliwa jaszczurka albo zdziwiona ropucha. Na pobliskim drzewie przesiaduje sowa, a wieczorami latają nietoperze. Zmiany pór roku obwieszczają zmieniające się kolory pól. Czasem nawet można obserwować konie pracujące jakby czas się zatrzymał u nie był XXI wiek.

Oczywiście w domu są dogi. Żółty Tuptuś - FATUM Pangea upragniony syn Tygrysa i Nesi. W jego oczach widzę Sońkę, w ruchach Neskę, a w charakterze Tygrysa. Moim marzeniem było mieć jego syna - niestety to marzenie się już nie spełni. Jednak mam nadzieję, że jeśli los będzie na tyle łaskawy, to może... może lepiej nie zapeszajmy ;))

Tymczasem, żeby odwrócić uwagę fortuny od moich planów w domu grasuje młody...czarny dog.

Ciąg dalszy miejmy nadzieję nastąpi.



⇐ powrót

PAULINA ROCZNIAK, PANGEA
ul. Słowiańska 65, 32-085
Modlniczka/Kraków, POLSKA

tel.kom. +48.606.359.659
tel. (0.12) 376.43.62
e-mail: pangea@poczta.onet.pl


© Copyright & Design by Klaudia Karłowicz
Only for PANGEA ® All Rights Reserved *2007-2016*